Start

Prawda o aborcji lewicę w oczy kole!

Data publikacji: 2017-03-24 08:00
Data aktualizacji: 2017-03-25 10:16:00
Prawda o aborcji lewicę w oczy kole!
Michal Dyjuk/FORUM

Jak wygląda lewicowa metoda walki z niewygodną dla niej prawdą? Dyskusja? Debata? Oczywiście, że nie! Po co marnować czas, kiedy można narobić rabanu i wymóc wprowadzenie zakazu. O skuteczności tego sposobu działania przekonała się, ku swemu ogromnemu zaskoczeniu, Rebecca Kiessling, broniąca życia Amerykanka. Awantura rozpętana przez lewaków pokazuje jednak dobitnie prawdę o nich samych: są wyraźnie przestraszeni tym, że tracą „rząd dusz”, do którego prawo przez lata sobie uzurpowali.

 

Przed kilkoma dniami portal Natemat.pl ostrzegał swoich czytelników przed „zalewającą Polskę konserwatywną ofensywą światopoglądową”. Jej mroczną, rosnącą każdego dnia w siłę ekspozyturę stanowić mają „wyznawcy Rydzyka i Chazana i Ordo Iuris”.

 

Najnowszym generatorem lewackiego bicia na trwogę okazały się spotkania z urodzoną w wyniku gwałtu obrończynią życia Rebecca Kiessling. Amerykanka miała odwiedzić kilka polskich szkół wyższych, aby tam podzielić się historią swego życia i zaapelować o prawo do życia dla wszystkich dzieci, niezależnie od okoliczności w jakich rozpoczął się ich pobyt na tym świecie. Inicjatywa ta, mówiąc oględnie, nie przypadła lewicy do gustu. Piewców lewackiej odmiany „wolności słowa” przed rozpętaniem nagonki nie powstrzymał nawet fakt, iż Rebecca Kiesling wychowała się w żydowskiej rodzinie z polskimi korzeniami (była adoptowana), o czym Amerykanka wspominała na każdym ze spotkań.

 

Wyobraźmy sobie sytuację, w której wspomniani straszni „wyznawcy Rydzyka, Chazana i Ordo Iuris” oprotestowaliby jakiekolwiek wydarzenie, w którym tak wyraźny byłby wątek żydowski. Jak wielkie larum podniosłoby się na ulicach Czerskiej, Wiertniczej i paru innych o nieco mniejszym znaczeniu strategicznym?

Na decyzję o rozpoczęciu  protestu skierowanego przeciwko prolajferce nie wpłynął także fakt, iż Rebecca Kiessling jest po pierwsze kobietą, po drugie ofiarą „przemocy domowej”, a po trzecie, iż pomaga innym kobietom – ofiarom gwałtu – w ich arcytrudnym położeniu. Ponownie poruszmy naszą wyobraźnię… Gdyby to jakaś konserwatywna grupa podjęła podobny protest, wrzaskom o patriarchalnej i nienawidzącej kobiet prawicy nie byłoby końca.

 

Cała awantura rozpętana między innymi przez środowiska feministyczne – wyraźnie pokazująca co „siostry” rozumieją pod pojęciem walki o prawa kobiet – bez wątpienia przyczyniła się do nadania większego rozgłosu wizycie amerykańskiej prolajferki w naszym kraju. Dzięki temu jej antyaborcyjny przekaz z pewnością trafił do znaczenie liczniejszego grona odbiorców. Lecz raban ten obnażył nade wszystko prawdę o strachu trawiącym nadwiślańskich (określenie polskich może być dla tych grup obraźliwe) lewaków. Oni po prostu wiedzą, że grunt właśnie usuwa im się z pod nóg. Przyzwyczajeni do absolutnej dominacji ich własnej, „postępowej” narracji w publicznym dyskursie, nie mogą obecnie odnaleźć się w sytuacji, kiedy uznawane przez nich za skrajne – a w rzeczywistości nie mające nic z radykalizmem wspólnego –  przekonania, są śmiało głoszone bez uczucia tzw. obciachu. To właśnie bowiem decydowanie o tym, co jest „obciachem”, a co nim nie jest, przez lata stanowiło bowiem ważne narzędzie w inżynierii społecznej robionej rękami „Gazety Wyborczej”.

 

Co więcej „wyznawcy Rydzyka, Chazana i Ordo Iuris” ośmielają się wchodzić na tereny stanowiące od lat lewacki habitat: na teren sztuki i nauki. Wystarczy przypomnieć jak wielkie poruszenie wywołuje u mentalnych dziatków Marksa i Gramsciego każdorazowe „wtargnięcie prawicy” w świat teatru, który to na przestrzeni lat stał się oazą wszelkich lewackich odchyłów z seksualnymi na czele. Także i szkolnictwo wyższe jest postrzegane przez to grono jako ich własność wolną od „wszystkiego co Polskę stanowi”.

 

Strach przed obecnością Rebeki Kiessling w murach wyższych uczelni był tak silny, iż wygrał nawet ze wspomnianymi, zwykle wynoszonymi na piedestał, „przypadłościami” amerykańskiego gościa: jej płcią, dramatycznymi doświadczeniami życiowymi, a nawet żydowskimi korzeniami. Tak czuła na punkcie politycznej poprawności lewica, tym razem okazała głęboką wzgardę wobec reguł obowiązujących na salonie.

 

Ale się boją!!!