2013

Sąd nad krzyżem

Joanna Bątkiewicz-Brożek

Sąd nad krzyżem



Europejski Trybunał Praw Człowieka wycofał się z poprzedniego nakazu zdjęcia krzyży ze ścian szkół publicznych we Włoszech. Wyrok, który zapadł w ciągnącej się od dekady tzw. sprawie Lautsi, bynajmniej nie ma posmaku zwycięstwa. Przeciwnie, należy nad nim zapłakać.

Zdumiewająca jest fala bezkrytycznego optymizmu, która przetoczyła się niemal przez wszystkie media i środowiska chrześcijańskie po tym, jak europejska instancja łaskawie orzekła, że krzyż może zostać na murach szkół publicznych we Włoszech. Fakt, to dobra wiadomość (choć paradoks, że w sercu chrześcijańskiej Europy trzeba było o nią zawalczyć, paradoks, że Trybunał praw człowieka orzekał w sprawie, która — jak stwierdziła niedawno Rada Europy — była poza zakresem jego kompetencji). Obawiam się jednak, że mało kto uważnie przestudiował uzasadnienie wyroku Trybunału w Strasburgu w tzw. sprawie Lautsi. Bowiem 56-stronicowy dokument dewaluuje przesłanie płynące z krzyża, sprowadza chrześcijaństwo do nijakiej, pozbawionej znaczenia religii. Czytamy tu m.in., że krzyż powieszony na szkolnych murach nie może mieć wpływu na wychowanie dzieci, bo to „symbol w pełni pasywny”, „symbol kultury laickiej”! A zatem, jak błyskotliwie stwierdziło 15 z 17 sędziów, nie gwałci praw człowieka zapisanych w konwencji genewskiej.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że poszczególne strony, broniąc krzyża, zredukowały jego znaczenie do roli rekwizytu — symbolu historii, kultury i tradycji Europy. W czasie ciągnącego się od niemal dekady procesu, sądu nad krzyżem, począwszy od najniższych instancji włoskiego wymiaru sprawiedliwości po Trybunał w Strasburgu, zabrakło argumentów religijnych, nie padło ani razu słowa Bóg i Chrystus, a nawet wiara. Byliśmy świadkami festiwalu laickich, politycznie poprawnych frazesów „w obronie krzyża”. Skąd zatem ten hurraoptymizm?

Proces

Ten druzgoczący egzamin „z krzyża” zafundowała Europie Soil Lautsi Albertin, 54-letnia Finka. Dwóch jej synów, Dataico i Sami (dziś mają 21 i 23 lata, i obrali taktykę matki), chodziło do szkoły w Abano Terme (region Veneto). W 2002 r. mąż, Włoch, w czasie zebrania rady rodziców złożył wniosek o zdjęcie krzyży ze ścian w szkole. Dyrekcja i nauczyciele stanowczo odmówili. Lautsi, która jest członkinią włoskiego stowarzyszenia ateistów i agnostyków, wniosła sprawę do sądu administracyjnego w Wenecji o „pogwałcenie zasad laickości państwa”, bo „wiszący w klasach krzyż narusza jej prawo do wychowania dzieci wedle własnego światopoglądu”.

W tej i kolejnych instancjach aż do 2006 roku sądy odrzucały pozew Lautsi, powołując się na dekrety z lat 1924 i 1928, zatwierdzające obecność krzyży w salach szkół publicznych (de facto pierwszy taki zapis ustanowiło w 1860 r. Królestwo Piemontu i Sardynii, a rok później przyjęły zjednoczone już Włochy). Imigrantka nie wytrzymała i sprawę skierowała do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, skarżąc Włochy o pogwałcenie Artykułu 2. Pierwszego Protokołu (prawo do nauczania) i Artykułu 9. (wolność myśli i przekonań religijnych) Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Trybunał w 2009 r. jednogłośnie i w błyskawicznym tempie (niecałe dwa miesiące) przychylił się do oskarżenia Lautsi i nakazał Włochom zdjęcie krzyży z murów szkół.

Na bezprecedensowy wyrok zareagowały najpierw rząd włoski oraz Watykan. Na apel kard. Tarcisia Bertone, sekretarza Stanu Stolicy Apostolskiej, by wystąpić przeciw strasburskiemu orzeczeniu, odpowiedziało kilkanaście państw i organizacji chrześcijańskich w całej Europie. Wśród nich m.in. Bułgaria, Armenia, Cypr, Rosja, Monako, San Marino, Grecja, Litwa. W tym gronie nie znalazła się, niestety, Polska. Do Trybunału dotarły tysiące protestów pojedynczych obywateli, przez media przetoczyła się burza. Trybunał nie miał wyjścia, bowiem poprzednia jego decyzja nie dość, że godziła w prawa większości, kompromitowała europejską instytucję. Jak pisał Francisco Javier Borrego na łamach GN, w poprzedniej „sentencji wyroku widać dużo opinii sędziów (żeby nie powiedzieć ideologii), a mało przepisów prawa. Jak podkreślał hiszpański były sędzia w Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu, w pierwszym wyroku „można wskazać zdumiewające błędy i przemilczenia”, jak chociażby ten, że pominięto „ważną okoliczność, iż skarżąca jest imigrantką (...), to „niegodne Trybunału”. Trybunał zlekceważył stanowisko Włoch i miejsce, jakie chrześcijaństwo zajmuje na Półwyspie Apenińskim. Fałszywie interpretowano też zapisy Konwencji Praw Człowieka.

W sprawie krzyża orzekali tym razem inni sędziowie, a Trybunał zebrał się w pełnym składzie. Ale spośród kilkunastu bladych wystąpień tylko Giovanni Bonello, sędzia pochodzący z katolickiej Malty, nie zostawił na Trybunale suchej nitki. „Czyż Trybunał Praw Człowieka może dać się owładnąć paskudną chorobą Alzheimera w kwestiach historii?! Czy ma prawo bezczelnie ignorować ciągłość kultury danego kraju, wartości, które kształtowały jego naród (...) i zrujnować tym samym jego historię?”. Bonello zarzucił Trybunałowi „diabolizowanie krucyfiksu”. Wysunął argument wielkiego kalibru, że „nawet Mussolini wiedział, że historii nie da się zgładzić i uszanował religię narodu. Więc żadna jadowita batalia lansowana przez p. Lautsi wobec krzyża nie jest w stanie zerwać korzeni narodu”. Zakończył: „W Europie laickość jest fakultatywna, wolność religii i przekonań nie. A p. Lautsi próbuje właśnie nam ją ograniczyć”.

Krzyż bez Chrystusa

To nie pierwsza i z pewnością nie ostatnia taka sprawa przeciw krzyżowi. Podobne toczyły się już w Niemczech, Szwecji i Hiszpanii. W 1990 r. Szwedzi stwierdzili, że obecności krzyża nie da się pogodzić z neutralnością światopoglądową państwa, a trybunał w hiszpańskiej Kastylii zadecydował, że zdjęcie krzyża z murów szkolnych jest dopuszczalne w tym regionie na prośbę rodziców.

Teraz, kiedy Europejski Trybunał odżegnał się od pierwszej decyzji wobec Włoch, można by odetchnąć z ulgą. Faktem jest, że, jak komentował abp Bruno Forte, metropolita Chieti-Vasto, krzyż na ścianie szkolnej klasy „to nie indoktrynacja ani naruszenie praw innych, ale wyraz tożsamości kulturowej i religijnej krajów o tradycji chrześcijańskiej”. Słusznie twierdzi abp Bagnasco, przewodniczący Episkopatu Włoch, że „to ważny wyrok”, inaczej należałoby likwidować krzyże z flagi Szwajcarii czy San Marino, Czerwonego Krzyża, wymazać święta religijne w szkolnym kalendarzu, bo straciłyby sens. Rację ma też Gianfranco Fini, minister spraw zagranicznych, mówiąc o historycznej symbolice krzyża. Ale laicka argumentacja właśnie skłoniła Trybunał do orzeczenia, że w takim razie „krzyż to jedynie symbol pasywny, a ten aspekt ma dla Trybunału największe znaczenie, bo gwarantuje neutralność państwa”.

O tym, że krzyż nie jest pasywny, świadczy chociażby wieloletnia zacięta walka Lautsi. Krzyż nie jest też zwykłym symbolem religijnym (jak chusta muzułmańska czy żydowska kippa). Krzyż jest dla chrześcijan symbolem czegoś najważniejszego na świecie, bezgranicznej miłości Boga do człowieka. Wierzymy przecież, że na krzyżu wisi Bóg i tylko Jego obecność nadaje krzyżowi sens. Wierzymy, że konanie Chrystusa nie skończyło się 2000 lat temu, a trwa. Chrystus jest nadal wzgardzony w ofiarach aborcji, eutanazji, w opuszczonych dzieciach, zamrożonych embrionach i ofiarach in vitro, w chorych w stanie wegetatywnym. Cierpi z ofiarami tsunami w Japonii i wojny w Libii. Krzyż jest żywą podstawą naszej wiary. Trybunał, sprowadzając krzyż do elementu pasywnego, zrobił z chrześcijaństwa karykaturę. Ale też nikt nie wyprowadził go z błędu. A stający w obronie krzyża przed Trybunałem w zasadzie wyparli się wiary. To zarzuty wielkiego kalibru, ale jak inaczej nazwać chrześcijan, którzy o krzyżu mówią, pomijając wiszącego na nim Boga? Czy dekor sali sądowej jest usprawiedliwieniem? Prawda o krzyżu jest jedna i nie da się jej zredukować do elementów kultury laickiej.

Przygotowując się do pisania tego tekstu, zapytałam moją 10-letnią córkę, jakie znaczenie ma dla niej krzyż i co zrobiłaby, gdyby jej niewierząca koleżanka domagała się zdjęcia go ze ściany w klasie. „To niemożliwe!” — zareagowała spontanicznie. Ale jeśli, to jak byś ją przekonała? — zapytałam. Po chwili namysłu odpowiedziała: „Najpierw opowiedziałabym jej o Chrystusie, że On na tym krzyżu za nią się wykrwawił, z miłości do niej, żeby ją zbawić — cytuję dosłownie. — I ona musi o tym wiedzieć”. Dziecko w pierwszym odruchu myśl skierowało wprost na Chrystusa. Krzyż nie jest dla niej symbolem, a miejscem, z którego Bóg wyznaje jej miłość, patrzy na nią! Trzecioklasistka nie zna jeszcze historii Europy, kultury, nie zna pojęć „tożsamość” i „laicyzacja”. Ale potrafi prosto wyłożyć teologię krzyża, uchwycić w nim to, co najistotniejsze, dowieść, że jest centrum Objawienia. Gdyby w Strasburgu głosu udzielić „małej teolożce”, jestem przekonana, że bez oporów zwróciłaby się do pani Lautsi i do 17 uczonych z tą samą wiadomością: „z krzyża patrzy na ciebie Bóg, krwawi dla ciebie, ale ta krew jest jego wyznaniem miłości do ciebie. Cierpi na krzyżu, gdy ty cierpisz”. Tak powinna wyglądać obrona krzyża. Bo czy wobec takiego przekazu można zostać obojętnym?

I na koniec: wyrok zapadł w piątek rano, a ogłoszono go o 15.00. Trudno o bardziej wymowną i przynaglającą dla chrześcijan symbolikę. •


opr. mg/mg