2013

In vitro a cywilizacja współczesna

Magdalena Gawin

In vitro a cywilizacja współczesna



Konstrukcja książki Nowy wspaniały świat, jednej z najlepszych, a może nawet najlepszej antyutopii, autorstwa Aldousa Huxleya, zbudowana jest wokół eugenicznego wątku. Eugenika jest centralną ideą porządku polegającą na maksymalnym zracjonalizowaniu życia człowieka od narodzin po śmierć. W nowym świecie zwalczono nacjonalizm, chrześcijaństwo i rodzinę. Pana Boga zastąpił Pan Nasz Ford (od postaci przemysłowca Henry'ego Forda, który jako pierwszy wprowadził do produkcji system taśmowy), nacjonalistyczne partykularyzmy — tożsamość ponadnarodowa, a rodzinę — wychowanie zbiorowe przez wyspecjalizowane jednostki. Zniknięcie Boga było praktyczną konsekwencją przyjęcia wskazań podsuwanych przez nieograniczone możliwości techniki. „Boga nie da się pogodzić z maszynami, naukową medycyną i powszechną szczęśliwością. Trzeba wybierać. Nasza cywilizacja wybrała maszyny, medycynę i szczęśliwość” — powiada jeden z bohaterów powieści. Obywatele Republiki Świata rodzą się wskutek sztucznego zapłodnienia i klonowania. Od dzieciństwa poddawani są warunkowaniu, które skutecznie pozbawia ich uczuć wyższych. Obywatele nowego świata nie kochają, nie cierpią, nie znają altruizmu i poświęcenia. Są syci, pogodni, ogłupieni i bezpieczni. Cena, za jaką osiąga się te wymierne korzyści, jest niewymierna - to cena wolności.

Aldous Huxley pisząc swoją powieść, niewątpliwie korzystał z rodzinnych i osobistych doświadczeń. Był wnukiem słynnego przyrodnika Thomasa Huxleya, zwanego nie bez przyczyny „buldogiem Darwina”, i bratem nie mniej znanego zoologa, członka Brytyjskiego Towarzystwa Eugenicznego — Juliana. Pod wieloma względami powstały w 1932 roku Brave New World można uznać za powieść proroczą. Nie dlatego, że grozi nam literalnie nowy, wspaniały świat, ale że elementy eugenicznego myślenia przeniknęły do współczesnego świata i niepostrzeżenie stały się jego częścią.

Pozornie pomiędzy procedurą in vitro a eugeniką, nauką o ulepszaniu ludzkiego gatunku, w imię której od początku XX w. dokonywano segregacji społecznej i stygmatyzacji ludzi uznanych za element małowartościowy, nie zachodzi żaden związek. Eugenika, termin został ukuty w latach 80. XIX w. przez wybitnego naukowca Francisa Galtona (zawdzięczamy mu m.in. identyfikację osób za pomocą odcisków linii papilarnych) - miała zajmować się czynnikami ulepszającymi ludzki gatunek. Galton, opracowując zręby teoretyczne nowej nauki, korzystał z dwóch teorii: maltuzjanizmu i teorii ewolucji Darwina. Uważał, że na skutek zmian cywilizacyjnych proces naturalnej selekcji w populacji ludzkiej osłabł i że należy go przywrócić, stosując sztuczną selekcję. Z jego badań wynikało, że większość cech fizycznych i psychicznych jednostki podlega procesowi dziedziczenia. Uznawał, że skoro istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że złodziej spłodzi dewianta, prostytutka włóczęgę, a utalentowany matematyk — naukowca, decyzje reprodukcyjne nie powinny być pozostawione ślepemu losowi i woli jednostki, ale z uwagi na dobro ogółu powinny być poddane pod nadzór państwa. Instytucja państwa za pomocą sobie dostępnych środków - w tym prawa do wywierania prawomocnej przemocy - miała prowadzić politykę zachęcania zdrowych do płodzenia licznego potomstwa (eugenika pozytywna), a biednych i chorych „odsunąć” od prokreacji, tak aby raz na zawsze przerwać ogniwo „złego” dziedziczenia (eugenika negatywna). Taki typ XX wiecznej eugeniki nazywamy eugeniką etatystyczną, czyli odwołującą się do instytucji państwa. W praktyce „małowartościowy materiał ludzki” poddawano sterylizacji (w Szwajcarii, krajach skandynawskich, wielu stanach USA, prowincji Alberta w Kanadzie, III Rzeszy) w formie skrajnej, stosowanej przez nazistów — uśmiercano. Po II wojnie światowej potępiono przede wszystkim totalitarną eugenikę/higienę ras, a kilka dekad później eugenikę etatystyczną wskazując, że państwo nie powinno ingerować w intymne sfery życia obywateli, do których należy decyzja o posiadaniu lub nieposiadaniu potomstwa.

Wtedy też stopniowo znikł przymus państwa, ale eugenika przetrwała i przeszła ewolucję w kierunku eugeniki indywidualistycznej, liberalnej. J. Habermas pisał, że eugenika starego typu chciała wolność prokreacji radykalnie ograniczyć, natomiast eugenika liberalna chce ją maksymalnie rozszerzyć na niepłodne kobiety, pary tej samej płci, etc. W obecną praktykę wpisują się nie tylko formy eugeniki pozytywnej (ulepszającej organizm), ale też negatywnej, do jakich należą aborcja na skutek wykrycia wady rozwojowej dziecka, jak i procedura zapłodnienia pozaustrojowego in vitro, przy której dochodzi do niszczenia innych, słabszych zarodków. W obu bowiem przypadkach mamy do czynienia z selekcjonowaniem ludzkiego życia (niszczymy je albo pozwalamy mu trwać) według przyjętych biologicznych kryteriów „wartości”. Różnica w starej i nowej eugenice sprowadza się głównie do przesunięcia procesu selekcji na życie prenatalne.

Procedura in vitro stwarza wiele innych możliwości działań o charakterze eugenicznym, takich jak: projektowanie płci dziecka i ingerencja w strukturę genetyczną zarodka, odpowiadającą nie tylko za cechy zewnętrzne, jak na przykład wzrost czy kolor oczu, ale także za wyposażenie intelektualne. To sprawa przyszłości, ale sama możliwość podjęcia takich działań budzi zrozumiały sprzeciw opinii publicznej. Argumentuje się, że poddane eugenicznej modyfikacji dzieci nie będą już dla rodziców niespodzianką, darem, ale mniej lub bardziej udanym produktem na ich zamówienie, osoby poddane manipulacji eugenicznej mogą mieć uzasadnione problemy z pojmowaniem siebie jako autonomicznego i równorzędnego członka wspólnoty, mogą też uznać swoją biografię za z góry zdeterminowaną przez działania osób trzecich.

Popularność in vitro wynika z niczym niezmąconej wiary w naukę i rozwój techniczny, tymczasem to współczesna nauka nie potrafi odpowiedzieć na wiele podstawowych pytań związanych z powstawaniem trwałej lub czasowej niepłodności. Głębokim niepokojem napawa fakt, że upowszechnienie in vitro w rzeczywistości ograniczyło badania nad przyczynami niepłodności i jej skutecznego leczenia, a kliniki nierzadko traktują tę metodę jako dochodowy biznes. Za naganne należy uznać zatajanie przez kierownictwo klinik danych dotyczących wskaźnika poronień i tak zwanych późnych poronień, które występują kilkakrotnie częściej przy poczęciu metodą in vitro, niż naturalnym, jak również nieinformowania pacjentek o możliwych zdrowotnych konsekwencjach radykalnej terapii hormonalnej.

Przyczyny niepłodności męskiej i żeńskiej nie są do końca rozpoznane. Ale już teraz wiemy, że niepłodność związana jest z ogólną kondycją organizmu, długotrwałym stresem, chorobami i przypadłościami, które mogą się nam przytrafić. Naprotechnologia — odmiennie niż in vitro - proponuje leczenie organizmu jako całości, a nie jego części, i w tym tkwi źródło jej, wcale niemałych, osiągnięć. Do leczenia niepłodności niezbędna jest jednak cnota cierpliwości, zrozumienie, że poczęcie człowieka jest poza logiką obsesji planowania i racjonalnej kalkulacji, że dzieci przychodzą na świat wtedy, kiedy chcą, czasami w najmniej spodziewanym przez nas momencie, a nie kiedy podejmujemy decyzję, że „już czas na dziecko”.

Naprotechnologia wychodzi naprzeciw oczekiwaniom wielu zrozpaczonych par i daje nadzieję na posiadanie potomstwa w zgodzie z głęboko zakorzenionym respektem dla przyszłego życia. A złowrogie widmo eugeniki odsyła do przeszłości. Przynajmniej na jakiś czas.