2013

Nadzieja w prostocie

Justyna Kapłańska

Biały dym… Bez wątpienia - biały. Stało się. Duch Święty wskazał nowego biskupa Rzymu. Kardynałowie już wiedzą. Ja czekam. Razem z tysiącami na placu św. Piotra i milionami przed telewizorami wpatruję się w papieskie okno. Kim jest? Jaki będzie? Niecierpliwość miesza się z ciekawością. Denerwuję się jak przed ważnym egzaminem. A zarazem czuję podekscytowanie. Już nie jesteśmy sami, mamy pasterza Kościoła!

Po głowie chodzi mi tylko jedno przeświadczenie: że nie powinien być Europejczykiem. Żartuję, że będzie czarnoskóry. Wokół głośne domysły, że szybki wybór sugeruje kardynała Scolę.

I oto nareszcie… Firany zostały odsunięte, widać sylwetki zbliżających się kapłanów. „Habemus Papam”! Nowym papieżem zostaje kardynał Jorge Mario Bergoglio. Nie mam pojęcia kim jest. Wybiera imię – Franciszek. „Jak ładnie!” - od razu przemyka mi przez myśl. Po prostu – Franciszek, bez liczby. Aż nie mogę uwierzyć, że nikt wcześniej nie przybrał takiego imienia. Mamy tylu świętych Franciszków!

Szybko szukamy z mężem w Internecie, słuchamy telewizji. To pierwszy papież – jezuita, pochodzi z Argentyny, ma 76 lat.

Franciszek. Podejrzewałam, że jako jezuita będzie miał na myśli św. Franciszka Ksawerego, ale dziś już wiemy, że jego patronem zostaje św. Franciszek z Asyżu. Biedaczyna i odnowiciel Kościoła… Prostota i ubóstwo.

Oto ukazuje się w oknie. Bez peleryny, z dobrym spojrzeniem i ciepłym uśmiechem, jakby lekko nieśmiało zbliża się do balkonu. Zamiast wielkich słów, wita nas po prostu słowami – „Dobry wieczór”. Niesamowite… Tymi słowami i sposobem mówienia od razu zdobywa moje serce. A kiedy przed błogosławieństwem prosi nas o modlitwę za siebie, powala mnie ogromem pokory. Po tym pierwszym spotkaniu czuję, że to ten, Boży człowiek, wybrany przez Pana. Bije od niego serdeczna dobroć i niesamowita prostota.

Tego nam trzeba. Wierzę, że nadchodzi nowy, dobry czas dla Kościoła. Że to Duch Święty prowadzi nas do odnowy. Czytając kolejne doniesienia i anegdotki o nowym papieżu upewniam się, że jest to człowiek służby. Całujący nogi chorym na AIDS, troszczący się o dom dla małej dziewczynki, wspomagający ubogich, żyjący prosto i skromnie. Uciekający od przepychu na rzecz konkretnej pomocy dla bliźnich. Proste skojarzenie z biedaczyną z Asyżu, który odrzucił wielki majątek, by służyć biednym. Jeśli to właśnie będzie głównym rysem pontyfikatu Franciszka, czeka nas niesamowita „reforma”. I zaczyna się czas, kiedy powinniśmy „przejrzeć się” w nowym papieżu jak w lustrze. Jacy my jesteśmy? Czy potrafimy zrezygnować z siebie, by dać coś innym? Pieniądze, czas, własne talenty? Czy potrafimy zejść z piedestału własnego ego, by człowiekowi w potrzebie „umyć stopy”? A może chowamy się we własnej skorupie? Naszych marzeń, naszych planów, naszego otoczenia, naszego ja?

Papież z Argentyny to moim zdaniem nawet po ludzku dobry wybór. Spełnione zostało moje poczucie, że nie powinien być Europejczykiem. Dlaczego tak myślę? Europa od zawsze uważa się za centrum świata, szczyt cywilizacji i wzór wszelkich cnót. Człowiek spoza tego kręgu może poszerzyć nasz horyzont, pokazać, że jest coś więcej niż nasze europejskie problemy. Że można środek ciężkości przenieść gdzieś indziej. Wiara w naszym regionie słabnie, pustoszeją kościoły. Tymczasem w Ameryce Łacińskiej, Afryce i Azji przeżywa prawdziwy rozkwit. Ludzie są tam prawdziwie zachwyceni Chrystusem! I właśnie dlatego „zasługują” na „swojego” papieża – na kogoś, kto zrozumie ich problemy: problemy młodych wspólnot, braku kapłanów, rozwijającej się, lecz często raczkującej wiary, problemy… takie, o których my nie mamy pojęcia i których nie potrafię wymienić. Wskazanie na Argentynę, na inne pozaeuropejskie kraje może odświeżyć nasze spojrzenie na wiarę. Na tę wiarę, która w Europie często już stygnie. Może rozpalić ją na nowo przez żywiołowość tych, dla których stała się radością życia.

Cieszy mnie to, że nowy papież nie podoba się argentyńskim władzom, które są nieprzychylne Kościołowi. To dobry znak – bo świadczy o tym, że kard. Bergoglio prawdziwie w swoim kraju działał dla Chrystusa. To znaczy, że jest „znakiem, któremu sprzeciwiać się będą”. Bo jeżeli prześladują się z powodu Twej wiary, to znaczy, że jest ona naprawdę mocna i widoczna.

Niewiele jeszcze wiemy o papieskich planach nowego biskupa Rzymu. Ale widząc jego zdecydowane Boże poglądy, trzymające się chrześcijańskich wartości i broniące życia, możemy być spokojni. Widząc jego postawę, jego gesty, spojrzenia, widząc jego poczucie humoru i prostotę, poznając jego przeszłość, możemy być pewni – to właśnie Bóg powierzył swój Kościół w jego ręce. A my, trwając na modlitwie za nowego papieża, wpatrujmy się w niego i naśladujmy to, czym zachwyca od początku – jego prostotę.