I. Nie będziesz stawiał innych bogów obok Mnie

Nie będziesz stawiał innych bogów obok Mnie

Wj 20, 3 i Pwt 5, 7: Nie będziesz miał żadnych innych bogów, oprócz Mnie. [...] Tradycyjne sformułowanie tego przykazania wydaje się niestety staroświeckie i trudne do zrozumienia: Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Dlaczego „cudzych”? Brzmi nieco dziwnie, choć jest poprawne, jeśli odnieść to zdanie do bogów czczonych przez ludy inne niż Izrael. „Mieć przed” to również nie jest dzisiejsza polszczyzna. Nie chodzi tu zresztą po hebrajsku o to, żeby inni bogowie byli stawiani ponad Jahwe, lecz raczej o to, by ich w ogóle nie czcić.

Ściślej by było zatem: Nie będziesz stawiał obcych bogów obok Mnie. Albo po prostu „innych bogów”. Ewentualnie: Nie będziesz miał innych bogów poza Mną. Albo: Nie będziesz czcił innych bogów poza Mną. Przykazanie nie zezwala bowiem nawet na kult pomniejszych bożków w cieniu jedynego Boga.

Ściśle biorąc, jest to zatem w kontekście starożytnego Izraela zakaz kultu ówczesnych bogów pogańskich. Kwestia samego istnienia bożków nie jest podjęta, gdyż monoteizm izraelski miał charakter praktyczny, a nie teoretyczny. Uznanie Boga wyrażało się wierze i kulcie, a nie w zdaniach teologiczno-filozoficznych o istnieniu. Był to jednak prawdziwy monoteizm, choć wielu wyznawców Jahwe nie było tego całkiem świadomych. Religia izraelska zdecydowanie skupiła się na jednym tylko Bogu. Stąd obraz „Boga zazdrosnego” o kult innych bogów. Ludzie czczący ich jakby zdradzali Boga prawdziwego. Kryje się za tym inny obraz biblijny, obraz miłości Boga i ludzi przedstawionej na podobieństwo małżeństwa.

Izraelitom zdarzało się akceptowanie istnienia innych bogów, nawet jeśli pamiętali o Jahwe jako o swoim Bogu (np. Sdz 11, 24). Kult innych bogów był stałą pokusą, okresami przeważał on nawet nad kultem Jahwe; w Samarii za Achaba i Izebel, w VIII w. przed Chr., wyznawcy Jahwe byli prześladowani przez zwolenników Baala. Plenił się kult bogini płodności, Asztarte. Jak to streszcza prorok Ozeasz (3, 1): Zwracają się do innych bogów. Jeszcze po wiekach, mimo Prawa i proroków, Żydzi z II w. przed Chr. masowo ulegali kulturze i religijności greckiej, czemu sprzeciwiło się zbrojnie powstanie Machabeuszów.

Wymieńmy uszczegółowienia pierwszego przykazania, które znajdują się w Biblii niedługo po Dekalogu. Nie wolno było składać ofiar innym bogom (np. Wj 22, 19), padać przed nimi na twarz (Wj 34, 14), wręcz ich wymieniać (Wj 23, 13). Przypomnienie tego przykazania w obliczu bałwochwalstwa spotykamy w Biblii często. Oto przykłady: Ale Ja jestem PAN, twój Bóg, od wyjścia z ziemi egipskiej. Nie będziesz znał innego Boga oprócz Mnie, poza Mną nie ma innego Zbawcy(Oz 13, 4); Strzeżcie się fałszywych bogów! (1 J 5, 21). Biblia wyjaśnia też, że czczenie rozmaitych bogów bierze się stąd, że zamiast Boga czci się rzeczy stworzone, wyobrażone, ludzkie (Mdr 13-14; Rz 1, 19-25). A co więcej, konsekwencją błędu co do Boga są błędy moralne, grzechy.

Przykazanie pierwsze jest rzeczywiści najważniejsze. Inne idą po nim. Pierwsze jest dlatego, że dotyczy uznania Boga, istoty najwyższej. Pierwsze jest również dlatego, że inne się na nim opierają. Bóg jest źródłem przykazań, a kto Go uznaje, uznaje Jego przykazania. Jak zauważył św. Augustyn, jeżeli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu.

Przykazanie to ma charakter kategorycznego zakazu. Zakaz wynika jednak pozytywnie z obowiązku uznania i uczczenia jedynego Boga. Sformułowanie pozytywne, czyli nakaz uznania tylko jednego Boga Jahwe, znajdziemy zwłaszcza w formule znanej jako Szema Israel (Pwt 6, 4-5; por. Pwt 6, 13; Mt 4, 10 i par.): Słuchaj, Izraelu! PAN jest naszym Bogiem, PAN jest jeden. Będziesz miłował PANA, twego Boga, całym swoim sercem, całą swoją duszą i z całej swojej mocy. Przykazanie to objawia więc człowiekowi jedynego Boga miłości.

Z pozytywnego postrzegania stosunku do Boga wynikają dalsze pouczenia Pisma Świętego: pochwały pobożności, postawy miłości i uwielbienia wobec Boga. Jej wyrazem jest wierność prawu Bożemu i modlitwa. Pobożność sąsiaduje z wiernością: Bóg okazuje ją ludziom, a ludzie powinni być wierni Bogu. Na tym w świetle Starego Testamentu polega wiara. Samo to słowo oznacza właściwie wierność.

Wiąże się też z nią bojaźń Boża, postawa dziś trochę zapomniana i mało zrozumiała, gdyż dzięki chrześcijaństwu wiemy, iż miłującego Ojca w niebie bać się nie trzeba. Niemniej jednak w zetknięciu ze świętością i z boskością naturalną postawą człowieka jest zachwyt połączony z lękiem. Język Biblii daje temu wyraz. Odwrotnością tych postaw jest bezbożność, czyli odrzucenie Boga i zasad moralnych.

Jak widać, przykazanie to ma na względzie nie tylko Boga, lecz także i człowieka. Kształtuje go i służy mu, zabezpiecza przed błędami i kieruje ku źródłu prawdy i miłości. Człowiek nie musi już szukać nieznanego Boga po omacku (por. Dz 17, 23. 27).

[...]

***

Listę głównych współczesnych zagrożeń pierwszego przykazania można uznać za znaną. Słabnie wiara w Boga i skierowana ku Niemu autentyczna, osobowa religijność. A ponieważ od religii uciec się nie da, pojawiają się jej namiastki.

Nie jest to już wiara w bożki w formie starożytnej, choć i taka istnieje w świecie, zwłaszcza w Indiach. Zbliżony charakter ma satanizm z diabłem jako bożkiem. Mniej widoczną, ale częstszą postacią pogaństwa wydają się natomiast zabobony.

Można tu wymienić dla przykładu astrologię, czyli wiarę w boski wpływ gwiazd i planet na losy ludzkie. Jest to relikt starożytnego kultu ciał niebieskich. Ludzie chodzą do wróżek i stosują praktyki magiczne (w Polsce mniej, ale częściej w krajach zateizowanych jak Francja). Pod szyldem medycyny naturalnej i rozpowszechnia się magia, nawet jeśli nie wszystkie niekonwencjonalne metody leczenia mają charakter magiczny.

Globalizacja uświadomiła szerszym masom istnienie rozmaitych religii. Ich symboli używa się często bez głębszego zastanowienia, jak chińskiego Ying i Yang. Kiedy indziej pod szyldem medytacji i duchowości przejmuje się praktyki i wierzenia z religii Indii, zwykle w postaci złagodzonej, bez palenia kadzideł przed figurami, ale jednak kosztem spotkania z osobowym, jedynym Bogiem. Poszukujący duchowości wschodniej często nie wiedzą o chrześcijańskiej (cudze chwalicie, swego nie znacie).

Charakter religijny przybrała też ochrona przyrody. Tak zwana ekologia okazuje się nową religią, w której bożkiem i tabu jest przyroda, a przyrodnicy, strażnicy i działacze ekologiczni — kapłanami. Jest to w gruncie rzeczy odmiana pogańskiego kultu sił natury, a jego elementów naucza się nieraz w szkole na biologii i geografii.

Ta nowa religia zagraża etyce, gdyż pozwala na kradzież, zakłamanie, a nawet przemoc w obronie natury. Często wymierzona jest przeciw człowiekowi, gdyż chce go z przyrody wykluczyć. Czciciele przyrody uznają, że obszary cenne przyrodniczo wolno po prostu właścicielom zrabować. Rośliny i zwierzęta chronione to tabu. Z tym spokrewnione jest naukowo bezzasadne wierzenie, że istnienie przemysłu powoduje globalne ocieplenie, a to z kolei zagraża Ziemi. Wykorzystanie elementarnego odruchu religijnego, właściwego naturze ludzkiej, sprzyjać może ochronie przyrody (stąd Święto Ziemi zamiast dnia sprzątania). Sakralizacja przyrody deformuje jednak normalną troskę o nią jako o dobro wspólne ludzi i naturalny zachwyt nad jej pięknem.

Pokrewne religii jest też ubóstwianie celów życiowych. Na czoło wysuwa się tu sukces. Jego formy to najczęściej pieniądze (mamona z Mt 6, 24), kariera, seks, popularność. Dlatego chciwość jest bałwochwalstwem (Kol 3, 5; Ef 5, 5). Polega na kulcie rzeczy materialnych. Goniąc za nimi, człowiek odrywa się od celów wyższych, od Boga i służby bliźniemu. Staje się zależny od wartości niższych, które nie są boskie, stoją wręcz niżej niż osoba ludzka. Fascynacja posiadaniem grozi nie tylko bogaczom; do rzeczy drobnych też bywamy zbytnio przywiązani (Mt 6, 19-21).

W związku z tym formą religii jest też kult ludzi. Są to przywódcy polityczni, od których oczekuje się nieomylności i wybawienia, składając im hołd przy urnie wyborczej. Kultem otaczani są też hinduscy guru. Ślepy entuzjazm towarzyszy pojawieniu się idoli z mediów; zresztą nazwę idoli, czyli bożków, nadano im kiedyś w zamiarze krytycznym, o czym mało kto pamięta. Na skalę prywatną zdarza się też bezkrytyczne ubóstwianie osób najbliższych.

Bardziej zarozumiałą i filozoficzną postacią kultu człowieka są rozmaite hasła humanistyczne. Wychodzą one z założenia, że to nie Bóg jest najwyższą wartością i autorytetem, lecz człowiek. Staje się on więc bożkiem. Jest to w gruncie rzeczy afirmacja i aktualizacja grzechu pierwszych ludzi, do którego należała moralna samowola i chęć zajęcia miejsca Boga. Z tych teorii płynie przekonanie o moralnej autonomii człowieka, czy to jako jednostki, czy też społeczności. Wobec słabości człowieka ta postać religijności skazana jest na upadek, który rodzi z kolei zwątpienie we wszelką prawdę i dobro.

Kult państwa, inaczej niż wymienione dotąd zagrożenia, dotyczące bardziej jednostek, ma zasięg społeczny i w pewien sposób jest narzucany. Bywa też wprost wrogi chrześcijaństwu. Już rewolucja francuska wprowadziła własne obrzędy, które naśladowały uroczystości religijne. Charakter pseudoreligijny miały w sposób zdecydowany totalitaryzm komunistyczny (kult klasy, partii, wodzów) i hitlerowski (naród, wódz, partia). Uchodzą one za ateistyczne, ale faktycznie ich celem była nie tyle niewiara czy agnostycyzm, co zajęcie miejsca Boga.

Współczesne państwa zachodnie się od tego w teorii odrzekły, ale, jak już to wspomniałem w rozdziałach poprzednich, również pełnią one pewne funkcje parareligijne. Urządzając do ostatnich szczegółów życie obywateli, imitują Opatrzność. Obiecując im opiekę, usiłują przejąć funkcję zbawczą. Spychają religię do sfery prywatnej i przyznają sobie wyższość nad Kościołem (a w swoim czasie odebrały Kościołowi szkoły i pomoc społeczną). W pewnym zakresie praktykują własną obrzędowość (urzędy stanu cywilnego, uroczystości na cześć rządzących, rytuał wyborów). Swoje zasady uważają za najlepsze. Krytyka demokracji i państwa socjalnego bywa odbierana jak bluźnierstwo.

Ta forma bałwochwalstwa wiąże się z rozrostem roli państwa. Nawet ci, którzy przyjmują popularny dziś argument, że państwo socjalne lepiej zatroszczy się o obywatela niż on sam (co wcale nie jest pewne), powinni przyznać, że państwo minimum, państwo stróż nocny nie żąda kultu.

Problem jednak leży głębiej. Wydaje się, że państwo, które w praktyce stanowi organizm budowany od góry i oparty na sile, z natury rzeczy przeciwstawia się ludowi Bożemu, który tworzy dobrowolną, oddolną wspólnotę. Mniej państwa oznacza więcej miejsca dla Boga i Kościoła — i odwrotnie. Dlatego prorok Samuel ostrzegał Izraelitów przed powołaniem króla i przyszłym państwem (por. 1 Sm 8; 12).

W istniejących państwach należy oczywiście domagać się należytego miejsca dla Boga, wiary i Kościoła w życiu publicznym. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy się zredukuje rolę państwa i wykluczy jego uroszczenia do wszechwładzy i nieomylności. Natomiast nie należy pokładać większych nadziei w opanowaniu państwa przez polityków chrześcijańskich. Państwo nie skłoni nikogo do wiary, gdyż jego narzędziem jest przymus, a wiara jest z natury dobrowolna.

Chrześcijanin nie powinien zatem czcić przyrody jak fanatycy ekologiczni. Nie powinien pod pozorem medytacji czcić bożków wschodnich. Nie powinien wierzyć w zabobony w rodzaju horoskopów. Nie powinien w śmieszny sposób entuzjazmować się idolami z mediów. Przede wszystkim zaś nie powinien uznawać wszechwładzy państwa, jak naziści i komuniści, ani też uznawać go za źródło zasad życia i oparcie, jak dzisiejsi biurokraci. Są to wszystko ci inni bogowie, których kultu zabrania pierwsze przykazanie.

Pozostaje jeszcze kwestia niewiary w Boga. Przykazanie nie wymienia jej wprost, gdyż w czasach biblijnych nie było ateizmu jako takiego, choć ludzie w praktyce nieraz żyli bezbożnie: tak, jakby Boga nie było. Skoro jednak pierwsze przykazanie każe czcić jedynego Boga, ateizm jest oczywiście grzechem przeciwko niemu. Niemniej jednak ateizm w formie czystej prawie nie występuje. Tak zwani ateiści z reguły czczą coś innego, któreś z wielu bóstw fałszywych.

Brak wiary jest często traktowany jako niezawiniony. Istotnie, za niewiarę wielu ludzi odpowiadają inni, którzy na nich źle wpłynęli. U źródła jednak znajdziemy przeważnie jakąś winę. Niewiara prezentuje samą siebie jako zjawisko ze sfery myśli, ale faktycznie należy raczej do sfery postaw. Polega na odwróceniu się od Boga. Kto grzeszy, brudzi jakby szybę w oknie na Boga, widzi Go gorzej, a w końcu wcale. Do tego dorabia potem jakieś życiowe uzasadnienia czy pozornie racjonalne argumenty.

Argumenty te znane są od starożytności. Święty Tomasz z Akwinu streścił je w dwóch: świat sam siebie tłumaczy (czyli nie potrzebuje Boga jako przyczyny), a zło w świecie przeczy istnieniu dobrego Boga. Niczego więcej nie wymyślono, a grube książki ateistyczne powtarzają te same dwie tezy, tyle że dużo obszerniej.

Argumenty te odpiera się zwykle w następujący sposób. Rozumny ład świata wskazuje na umysł Stwórcy, a nauka nie dopuszcza powstania czegoś samorzutnie, bez przyczyny. Następnie, zło w świecie jest skutkiem zerwania ludzi z Bogiem, a w ostatecznym rachunku doświadczenie zła skłoni nas do otwarcia się na dobro. Natomiast ateizm nie rozwiązuje ludzkich problemów egzystencjalnych i moralnych. Dlatego religijność jest i pozostanie zjawiskiem powszechnym. Nie byłoby jednak dobrze ograniczyć się tu do argumentów filozoficznych. Wiara w sensie biblijnym jest postawą, zawierzeniem Bogu i wiernością Bogu. Ateizm jawi się zatem jako negacja, nieufność i podejrzliwość wobec Stwórcy i Wybawcy.


opr. mg/mg




Dane teleadresowe

Parafia pod wezwaniem 
św. Kazimierza Królewicza

33-207 Radgoszcz,
ulica Pl. św. Kazimierza 15
telefon (0-14) 641-41-05
e-mail radgoszcz1@diecezja.tarnow.pl

Aktualności

Ogłoszenia parafialne

Warto przeczytać

Please publish modules in offcanvas position.